Opowiadanie edukacyjne - "Koncentracja"
KONCENTRACJA
opowiadanie edukacyjne
Dla Tomka mogłoby istnieć życie bez szkoły, natomiast nie bez komputera. No i nie bez telefonu komórkowego, który ukradkiem sprawdzał na każdej lekcji, jakby na ekranie miały się pojawić jakieś cuda. Tak naprawdę nigdy się nie uczył, zadania domowe odrabiał na przysłowiowym kolanie i jakoś to było. A że był inteligentny, nie miał w szkole większych problemów – aż do czwartej klasy.
Wtedy w planie lekcji pojawiła się historia.
Wymagała ona nauczenia się konkretnych tematów, a w tym celu należało przeczytać odpowiedni rozdział z podręcznika, czego Tomek nie znosił. Nie lubił czytać i tyle. No może jeszcze jakieś krótkie i nieskomplikowane zdania pojawiające się na ekranie komputera, ale nie kilka stron w podręczniku! Tam nie da się tylko spojrzeć i kliknięciem załatwić całego zadania domowego. I w ogóle kto wymyślił tę całą naukę historii? Świat idzie do przodu, nowe technologie rozwijają się błyskawicznie, a on się musi uczyć o jakichś starociach, które zupełnie go nie interesują...
Teraz siedział ze smętną miną nad znienawidzoną historią, czekał go bowiem sprawdzian ze starożytnego Egiptu. Ale jak tu się uczyć, skoro właśnie jest w sieci i prowadzi w pasjonującej grze? Do pokoju weszła mama i postawiła na biurku kubek gorącej, pachnącej czekolady.
– Co robisz? – zapytała zdziwiona, widząc otworzony podręcznik do historii. – Czyżby mój syn przypomniał sobie wreszcie, że umie czytać?
– Ale śmieszne – skrzywił się Tomek. – Mam powtórzenie z histy i muszę się nauczyć o starożytnym Egipcie.
– Brawo, jakiś postęp widzę – roześmiała się mama. – Tylko powiedz mi, jak się chcesz uczyć, mając jednocześnie włączony komputer? Nie da się naraz grać i czytać podręcznik, którąś z tych rzeczy zrobisz pobieżnie. A jak cię znam, będzie to historia. No i wyłącz telewizor, przecież nawet na niego nie patrzysz.
– Ale ja tak lubię! – odpowiedział zdecydowanie Tomek. – Każdy ma swoje sposoby na naukę. Mnie właśnie pomaga, gdy mam wszystko włączone.
– Synku, ale ten chaos nie wpływa dobrze na twoją koncentrację, ciągle jesteś rozproszony – tłumaczyła mama. – Przecież, żeby się nauczyć danej partii materiału, musisz przeczytać kilkakrotnie tekst z podręcznika, a do tego potrzebna jest cisza i pełna koncentracja.
– To jest, mamuś, twoja metoda, ja mam inną – upierał się Tomek. – Ja najlepiej się koncentruję, gdy mam wszystko włączone. Wiele razy już to robiłem i wiem, co mówię.
– Tomeczku, to jest niemożliwe, bo zbyt wiele bodźców działa na ciebie jednocześnie – wyjaśniała mama. – Jest to zresztą naukowo udowodnione.
– Naukowcy też się mylą, prawda? – przerwał Tomek mamie. – Zresztą zobaczysz, mamo, po ocenie ze sprawdzianu, że wszystko jest okej.
– A jak nie będzie okej i zawalisz sprawdzian, to do poprawki zastosujesz moją metodę – zadecydowała mama.
– Zgoda – odpowiedział chłopiec pewny swojej racji. – Oczywiście, że zgoda.
Tomek uczył się więc historii po swojemu. Co chwilę zerkał na ekran telewizora, nie przerywając pasjonującej gry komputerowej i raz na jakiś czas spoglądał na tekst w podręczniku.
To wszystko wywołało w jego głowie taki zamęt, że długo nie mógł zasnąć w nocy. Znowu włączył sobie komputer i siedział przy nim prawie do rana. W rezultacie poszedł do szkoły niewyspany, co mu się ostatnio dosyć często zdarzało. Na sprawdzianie czuł się, jakby pierwszy raz słyszał o starożytnym Egipcie. Jakieś grupy społeczne i bogowie? Pismo… co to były te hieroglify? Wierzenia, mumie i piramidy – wszystko tak mu się pomieszało, że nie wiedział, co z czym połączyć. Czyli totalna porażka. I jak tu się przyznać mamie? Może zapomni o całej sprawie…
Mama jednak nie zapomniała, na bieżąco zresztą kontrolowała elektroniczny dziennik klasowy.
– No i co tam, Tomeczku, z twoim sprawdzianem z historii? – zapytała. – Widać czarno na białym, że twój sposób koncentrowania się zawiódł i do poprawy oceny musisz zastosować moją metodę.
– Och, mamuś, miałem zwykłego pecha – bagatelizował sprawę Tomek. – A do tego pytania były jakieś z kosmosu, cała klasa dostała złe stopnie. Mówię ci, masakra.
– Z kosmosu, powiadasz – mama kręciła głową ze zdziwieniem. – Podstawowe pytania, na przykład o Nil czy piramidy, są kosmicznymi pytaniami? Nie rozśmieszaj mnie, tylko zabieraj się za historię!
– To ja wolę się uczyć razem z tobą – zadecydował chłopiec. – To znaczy, ty mi czytaj tekst, a ja będę powtarzał.
Gdy mama to usłyszała, zaczęła się głośno śmiać.
– Tomeczku, ale ty jesteś już dużym chłopcem! – mówiła ze śmiechem. – Posługujesz się skomplikowanym telefonem, używasz rozwiniętej technologii komputerowej bez żadnej pomocy, a potrzebujesz jej przy prościutkim czytaniu tekstu z podręcznika? Zrobimy tak, że jak się nauczysz, to ja cię przepytam i ocenię, czy już wszystko umiesz. Ale najpierw stworzymy do tego odpowiednie warunki.
I Tomek patrzył z przerażeniem, jak mama wyłącza komputer i telewizor oraz otwiera szeroko okno, by wpuścić do pokoju świeże powietrze.
– Teraz sprzątnij z biurka wszystkie niepotrzebne rzeczy, na blacie ma zostać tylko historia – dyrygowała chłopcem. – Zaraz przyniosę ci coś do picia, żeby dodatkowo pobudzić twój mózg do pracy i będziesz gotowy do nauki.
Po chwili w pokoju Tomka panowała cisza tak głęboka, że wydawało mu się, iż słyszy swoje myśli. Chłopiec patrzył zdziwiony w czarne ekrany komputera i telewizora – czuł się trochę nieswojo w pomieszczeniu zupełnie pozbawionym dźwięków. Przez moment przemknęła mu myśl, żeby jednak włączyć komputer, ale zamiast tego zabrał się za czytanie podręcznika. Długo trwało, zanim przyszedł do mamy na przepytanie.
– Zaczniemy od prostych rzeczy, potem przejdziemy do bardziej złożonych – obwieściła mama. – Czy potrafisz wyjaśnić, dlaczego w starożytności mówiło się, że Egipt jest darem Nilu?
Tomek chwilę się zastanowił i bezbłędnie odpowiedział na pytanie mamy. Okazało się, że koncentracja w ciszy przyniosła natychmiastowy efekt i chłopiec opanował potrzebne wiadomości.
– Mamuś, czy wiesz coś więcej o piramidach i mumiach? – zapytał na koniec. – Ten temat wydaje mi się naprawdę ciekawy, a w podręczniku jest niewiele informacji.
– Czy ja dobrze słyszę? Mój syn zapytał o fakty z historii! – mama nie kryła zdumienia. – Chyba wiem trochę więcej niż twój podręcznik i chętnie wszystko ci opowiem.
Chłopiec z wielkim zainteresowaniem wysłuchał opowieści mamy o starożytnym Egipcie, potem jeszcze znalazł w Internecie całe mnóstwo ciekawostek na ten temat. Czy polubił historię? Nie do końca, bo nie wszystko go w historii interesowało. Natomiast zrozumiał, że koncentracja w ciszy pomaga w nauce nie tylko historii, ale wszystkich przedmiotów. Teraz, gdy miał się czegoś uczyć lub odrobić zadanie domowe, rozstawał się z telefonem, telewizorem i komputerem. Wietrzył pokój, robił porządek na biurku i przygotowywał dużo picia, żeby – jak mawiał – „mózg mu się nie wysuszył”. Na efekty nie czekał długo. Sam był nimi zaskoczony.
Wtedy w planie lekcji pojawiła się historia.
Wymagała ona nauczenia się konkretnych tematów, a w tym celu należało przeczytać odpowiedni rozdział z podręcznika, czego Tomek nie znosił. Nie lubił czytać i tyle. No może jeszcze jakieś krótkie i nieskomplikowane zdania pojawiające się na ekranie komputera, ale nie kilka stron w podręczniku! Tam nie da się tylko spojrzeć i kliknięciem załatwić całego zadania domowego. I w ogóle kto wymyślił tę całą naukę historii? Świat idzie do przodu, nowe technologie rozwijają się błyskawicznie, a on się musi uczyć o jakichś starociach, które zupełnie go nie interesują...Teraz siedział ze smętną miną nad znienawidzoną historią, czekał go bowiem sprawdzian ze starożytnego Egiptu. Ale jak tu się uczyć, skoro właśnie jest w sieci i prowadzi w pasjonującej grze? Do pokoju weszła mama i postawiła na biurku kubek gorącej, pachnącej czekolady.
– Co robisz? – zapytała zdziwiona, widząc otworzony podręcznik do historii. – Czyżby mój syn przypomniał sobie wreszcie, że umie czytać?
– Ale śmieszne – skrzywił się Tomek. – Mam powtórzenie z histy i muszę się nauczyć o starożytnym Egipcie.
– Brawo, jakiś postęp widzę – roześmiała się mama. – Tylko powiedz mi, jak się chcesz uczyć, mając jednocześnie włączony komputer? Nie da się naraz grać i czytać podręcznik, którąś z tych rzeczy zrobisz pobieżnie. A jak cię znam, będzie to historia. No i wyłącz telewizor, przecież nawet na niego nie patrzysz.
– Ale ja tak lubię! – odpowiedział zdecydowanie Tomek. – Każdy ma swoje sposoby na naukę. Mnie właśnie pomaga, gdy mam wszystko włączone.
– Synku, ale ten chaos nie wpływa dobrze na twoją koncentrację, ciągle jesteś rozproszony – tłumaczyła mama. – Przecież, żeby się nauczyć danej partii materiału, musisz przeczytać kilkakrotnie tekst z podręcznika, a do tego potrzebna jest cisza i pełna koncentracja.
– To jest, mamuś, twoja metoda, ja mam inną – upierał się Tomek. – Ja najlepiej się koncentruję, gdy mam wszystko włączone. Wiele razy już to robiłem i wiem, co mówię.
– Tomeczku, to jest niemożliwe, bo zbyt wiele bodźców działa na ciebie jednocześnie – wyjaśniała mama. – Jest to zresztą naukowo udowodnione.
– Naukowcy też się mylą, prawda? – przerwał Tomek mamie. – Zresztą zobaczysz, mamo, po ocenie ze sprawdzianu, że wszystko jest okej.
– A jak nie będzie okej i zawalisz sprawdzian, to do poprawki zastosujesz moją metodę – zadecydowała mama.
– Zgoda – odpowiedział chłopiec pewny swojej racji. – Oczywiście, że zgoda.
Tomek uczył się więc historii po swojemu. Co chwilę zerkał na ekran telewizora, nie przerywając pasjonującej gry komputerowej i raz na jakiś czas spoglądał na tekst w podręczniku.
To wszystko wywołało w jego głowie taki zamęt, że długo nie mógł zasnąć w nocy. Znowu włączył sobie komputer i siedział przy nim prawie do rana. W rezultacie poszedł do szkoły niewyspany, co mu się ostatnio dosyć często zdarzało. Na sprawdzianie czuł się, jakby pierwszy raz słyszał o starożytnym Egipcie. Jakieś grupy społeczne i bogowie? Pismo… co to były te hieroglify? Wierzenia, mumie i piramidy – wszystko tak mu się pomieszało, że nie wiedział, co z czym połączyć. Czyli totalna porażka. I jak tu się przyznać mamie? Może zapomni o całej sprawie…Mama jednak nie zapomniała, na bieżąco zresztą kontrolowała elektroniczny dziennik klasowy.
– No i co tam, Tomeczku, z twoim sprawdzianem z historii? – zapytała. – Widać czarno na białym, że twój sposób koncentrowania się zawiódł i do poprawy oceny musisz zastosować moją metodę.
– Och, mamuś, miałem zwykłego pecha – bagatelizował sprawę Tomek. – A do tego pytania były jakieś z kosmosu, cała klasa dostała złe stopnie. Mówię ci, masakra.
– Z kosmosu, powiadasz – mama kręciła głową ze zdziwieniem. – Podstawowe pytania, na przykład o Nil czy piramidy, są kosmicznymi pytaniami? Nie rozśmieszaj mnie, tylko zabieraj się za historię!
– To ja wolę się uczyć razem z tobą – zadecydował chłopiec. – To znaczy, ty mi czytaj tekst, a ja będę powtarzał.
Gdy mama to usłyszała, zaczęła się głośno śmiać.
– Tomeczku, ale ty jesteś już dużym chłopcem! – mówiła ze śmiechem. – Posługujesz się skomplikowanym telefonem, używasz rozwiniętej technologii komputerowej bez żadnej pomocy, a potrzebujesz jej przy prościutkim czytaniu tekstu z podręcznika? Zrobimy tak, że jak się nauczysz, to ja cię przepytam i ocenię, czy już wszystko umiesz. Ale najpierw stworzymy do tego odpowiednie warunki.
I Tomek patrzył z przerażeniem, jak mama wyłącza komputer i telewizor oraz otwiera szeroko okno, by wpuścić do pokoju świeże powietrze.
– Teraz sprzątnij z biurka wszystkie niepotrzebne rzeczy, na blacie ma zostać tylko historia – dyrygowała chłopcem. – Zaraz przyniosę ci coś do picia, żeby dodatkowo pobudzić twój mózg do pracy i będziesz gotowy do nauki.
Po chwili w pokoju Tomka panowała cisza tak głęboka, że wydawało mu się, iż słyszy swoje myśli. Chłopiec patrzył zdziwiony w czarne ekrany komputera i telewizora – czuł się trochę nieswojo w pomieszczeniu zupełnie pozbawionym dźwięków. Przez moment przemknęła mu myśl, żeby jednak włączyć komputer, ale zamiast tego zabrał się za czytanie podręcznika. Długo trwało, zanim przyszedł do mamy na przepytanie.
– Zaczniemy od prostych rzeczy, potem przejdziemy do bardziej złożonych – obwieściła mama. – Czy potrafisz wyjaśnić, dlaczego w starożytności mówiło się, że Egipt jest darem Nilu?
Tomek chwilę się zastanowił i bezbłędnie odpowiedział na pytanie mamy. Okazało się, że koncentracja w ciszy przyniosła natychmiastowy efekt i chłopiec opanował potrzebne wiadomości.
– Mamuś, czy wiesz coś więcej o piramidach i mumiach? – zapytał na koniec. – Ten temat wydaje mi się naprawdę ciekawy, a w podręczniku jest niewiele informacji.
– Czy ja dobrze słyszę? Mój syn zapytał o fakty z historii! – mama nie kryła zdumienia. – Chyba wiem trochę więcej niż twój podręcznik i chętnie wszystko ci opowiem.
Chłopiec z wielkim zainteresowaniem wysłuchał opowieści mamy o starożytnym Egipcie, potem jeszcze znalazł w Internecie całe mnóstwo ciekawostek na ten temat. Czy polubił historię? Nie do końca, bo nie wszystko go w historii interesowało. Natomiast zrozumiał, że koncentracja w ciszy pomaga w nauce nie tylko historii, ale wszystkich przedmiotów. Teraz, gdy miał się czegoś uczyć lub odrobić zadanie domowe, rozstawał się z telefonem, telewizorem i komputerem. Wietrzył pokój, robił porządek na biurku i przygotowywał dużo picia, żeby – jak mawiał – „mózg mu się nie wysuszył”. Na efekty nie czekał długo. Sam był nimi zaskoczony.
Opowiadanie napisała dla Was
Alicja Mikulska
Alicja Mikulska
źródło:superkid.com
Komentarze
Prześlij komentarz